wtorek, 30 sierpnia 2016

"Przypadki Callie i Kaydena" Jessica Sorensen #recenzja




TYTUŁ: „Przypadki Callie i Kaydena”
AUTOR: Jessica Sorensen
WYDAWNICTWO: Zysk i S-ka
ILOŚĆ STRON: 368
MOJA OCENA: 4/10

Moje pierwsze spotkanie z Jessicą Sorensen nie mogę zaliczyć do udanych.
Może to dlatego, że przeczytałam naprawdę wiele książek z gatunku new adult i już nic nie może mnie zaskoczyć.
A może też dlatego, że większość książek z tego gatunku jest dokładnie o tym samym.
Przystojny, wspaniale zbudowany, o idealnie białych zębach, powiewających włosach i zabójczych oczach chłopak zakochuje się w szarej myszce, do tego zbyt drobnej i przeciętnej, żeby mieć choć trochę pewności siebie, jednak szybko staje się boginią seksu.
Nie inaczej jest w tym przypadku.
Kayden pochodzi z bogatej rodziny i jest tak idealny, że każda dziewczyna tylko marzy o tym, żeby się na niego rzucić. (Kiedy autorzy zaczną tworzyć przeciętnych bohaterów?)
Callie, odkąd skończyła 12 lat, ukrywa się pod zbyt dużymi ubraniami i nadmiarem eyelinera na powiekach.
Obydwoje posiadają tajemnicę, którą całe życie pielęgnowali i którą pragnęli zabrać ze sobą do grobu.
Chociaż znali się od dzieciństwa, dostrzegają się nawzajem dopiero wtedy, kiedy Callie ratuje Kaydena przed jego własnym ojcem w trakcie bójki.
Od tego momentu Kayden nie może przestać myśleć o Callie. Czuje, że wiele jej zawdzięcza. A gdy trafiają do tego samego college'u, ich znajomość rozwija się.
Nie jest im łatwo, obydwoje muszą się odnaleźć w nowej sytuacji. Ciężko im zapomnieć o tym, co było, o swoich bliznach, przeżyciach, a także o zasadzie, którą obydwoje sobie wyznaczyli - nie ufaj nikomu.
Sorensen chciała napisać głęboką książkę, zawierając w niej takie problemy jak gwałt, bulimia, samookaleczenie, przemoc domowa, jednak wypadło to wszystko bardzo słabo.
Chociaż głowni bohaterowie przeżyli wiele w swoim życiu, nie potrafiłam wczuć się w ich ból. Byli tak płytko wykreowani, nie przeszli żadnej większej wewnętrznej przemiany.
Cała książka kręci się wokół ich romansu. W sumie to nic się w niej nie dzieje.
Drugoplanowi bohaterowie, Luke i Seth, są kompletnie nieistotni dla autorki, a szkoda, bo mogłaby rozwinąć ich wątek.
Tak, Callie i Kayden wyjawili sobie nawzajem swoje tajemnice, ale tak naprawdę nie mieli między sobą prawdziwej rozmowy, czego bardzo mi brakowało.
Może to też dlatego, że Sorensen nie popisała się stylem pisania.
Nie było praktycznie żadnych opisów, oprócz tego, w co był ubrany Kayden.
Dialogi były tak bardzo wymuszone i puste.
Brakowało mi jakiejś głębszej rozmowy, ważniejszej refleksji.
Gwałt i przemoc to ogromnie poważne tematy, a w tej książce wydawały się być niezbyt istotne.
Pierwsza część trylogii "The Coincidence" nie przypadła mi do gustu. Nie zamierzam sięgać po pozostałe części serii.

4 komentarze:

  1. Chyba do niej nie zajrzę, chociaż miałam zamiar. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tobie się spodoba! Dla mnie po prostu była zbyt płytka. :)

      Usuń
  2. czytałam już kilka niepochlebnych recenzji tej książki, więc raczej po nią nie sięgnę :) a co NA masz rację mało który autor potrafi zaskoczyć czytelnika i nie podążać za z góry utartymi schematami, trochę szkoda no ale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się - zdarzają się wyjątki, które są bardzo miłym zaskoczeniem, ale większość książek NA to jeden i ten sam schemat.
      Pozdrawiam :)

      Usuń