"Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" Susan Ee



TYTUŁ: "ANGELFALL"
AUTOR: SUSAN EE
WYDAWNICTWO: FILIA
LICZBA STRON: 316
MOJA OCENA: 8/10

    Króciutka książeczka z dość banalną okładką. Chociaż tytuł naprawdę przyciągnął moją uwagę, to reszta pozostawia wiele do życzenia. Nic dziwnego, że zwlekałam z przeczytaniem tej książki dobre parę miesięcy. Lekcja dla mnie: nigdy nie pozwól, aby zniechęcały cię pozory, bo tylko tym właśnie są: pozorami! Spodziewacie się uroczej opowieści o miłości dziewczyny do anioła? Pozwólcie, że wyprowadzę Was z błędu...


"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem.
Angelfall to trzymająca w napięciu, momentami brutalna i krwawa opowieść o końcu świata. Mroczną atmosferę książki równoważą pełne humoru dialogi, a postapokaliptyczny mrok rozjaśniają promyki nieoczekiwanie rodzącego się uczucia, które może ocalić świat.
Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale gdy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?
Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry, która została porwana. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim największym wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.
Czy postąpią właściwie?"
*opis ze strony wydawnictwa Filia

    Muszę przyznać, że powyższy opis jest chyba jednym z najlepszych, jakie czytałam w całym moim życiu. Naprawdę genialnie streszcza fabułę książki i idealnie określa jej klimat. Czuję, jakby cała moja praca została już wykonana przez ten opis - wiecie już wszystko, co powinniście wiedzieć, aby sięgnąć po tę książkę. Jednak mam parę przemyśleń, którymi chciałabym się z Wami podzielić na temat tej książki, aby zachęcić Was jeszcze bardziej do sięgnięcia po nią, bo...naprawdę warto.

   
    "Angelfall" posiada wiele zalet, jednak największą z nich jest to, że akcja zaczyna się już na pierwszej stronie i nigdy nie zwalnia. Zostajemy wrzuceni do tego postapokaliptycznego świata, w którym na każdym kroku coś może nam zagrażać. Nuda? O nie! Nie w tej książce. Nie zaznacie ani odrobiny znużenia przy "Angelfall". 
Susan Ee wykreowała świat, w którym nikt nie chciałby żyć. Całkowite bezprawie. Jedzenie ma większą wartość niż cała technologia razem wzięta. Świat naszej głównej bohaterki, Penryn, przeraził mnie do szpiku kości.



"Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia."

    Styl pisania Ee jest wprost niesamowity. Dawno nie spotkałam się z tak dobrze skonstruowanymi dialogami. Autorka wykazuje się w nich niezwykłą błyskotliwością i humorem.

"- Jak ci na imię? - pyta przywódca. (...)- Przyjaciele nazywają mnie Gniew - odpowiada poza kolejnością Raffe. - A wrogowie mówią do mnie Błagam Miej Litość. A tobie jak na imię, wojaku?"
    
   W pewnych momentach książka staje się naprawdę drastyczna i mrożąca krew w żyłach. Nie chcę zdradzać, co tak bardzo mnie zszokowało w tej powieści, gdyż mógłby to być spoiler, jednak to, co stało się z siostrą Penryn sprawiło, że do tej pory przechodzą mi ciarki po całym ciele. Ogólnie rzecz biorąc, praktycznie każda scena w "legowisku" aniołów była dla mnie upiorna - ogromny szacunek dla Susan!

    Penryn jest wspaniałą główną bohaterką. Genialnie radzi sobie ze swoją niepełnosprawną siostrą i chorą psychicznie matką. Świat wokół niej się wali, ale ona nigdy się nie ugnie. Dziewczyna ma dopiero siedemnaście lat, jednak jej umysł i serce jest niezwykle dojrzałe, jak na tak młody wiek. Uwierzcie mi, że nie jest w niczym podobna do Belli Swan ze "Zmierzchu". Niestety przerażająca liczba autorów wzoruje swoje postaci na Belli, jednak Susan Ee jest zbyt oryginalna, by zrobić coś takiego.

"Wszystkie uczucia wpycham do sejfu i zatrzaskuję za nimi grube, trzymetrowe drzwi - na wypadek, gdyby któremuś zachciało się wydostać."


    Tak, pojawia się tutaj wątek miłosny. Nie, nie jest tak, jak myślicie. Wątek romantyczny nie przyćmiewa akcji. Jeśli ktoś boi się sięgnąć po tę książkę, bo myśli, że będzie to totalne romansidło? Oj nie. Akcja, akcja, akcja. Cały czas się coś dzieje. Będziecie żałować, jeśli nie dacie szansy tej książce. Nie ma żadnego instalove. Główni bohaterowie, Penryn i Raffe, mają co innego do roboty niż zakochiwanie się w sobie. I chcę wspomnieć tylko jedną rzecz: Raffe, anioł, jest agnostykiem...Czy to nie jest najlepszy pomysł na świecie?!

"Od początku wiedziałem, że lojalność cie zgubi. Nie przyszło mi tylko do głowy, że będzie to lojalność wobec mnie."

    Przeczytałam tę książkę w jeden dzień. Nie było dla mnie innego wyjścia. Historia wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie puściła aż do ostatniego zdania. "Angelfall" po prostu uzależnia. 

    Zakończenie pozostawia w tobie tylko chęć na więcej. Ja zdecydowanie nie mogę się doczekać, żeby sięgnąć po kolejną część.

   Jeśli ktoś jest zmęczony bohaterami bez życia, schematyczną fabułą, brakiem akcji i słabym klimatem książki - przeczytajcie "Angelfall". Ta książka da Wam dokładnie taki powiew świeżości, jaki potrzebujecie.





7 komentarzy:

  1. Już od dawna mam ochotę na tę książkę, niestety jakoś nie może ona trafić w moje ręce, a jeszcze teraz po Twojej recenzji chce jej jeszcze bardziej! Musze ją przeczytać! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie jakoś ta książka do siebie nie przekonała. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie nie jest to książka dla wszystkich...

      Usuń
  3. Też przeczytałam ją w jeden dzień, wciągnęła mnie to na pewno ale niestety skończyłam z całkiem innymi odczuciami niż Twoje. Książka do momentu przyjazdu głównych bohaterów do San Francisco była świetna, ale wszystko potem było bardzo słabe... Jeśli są kolejne części nie wiem czy się skuszę żeby je przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi wydarzenia w San Francisco się ogromnie podobały, a w szczególności wątek z siostrą Penryn - to było creepy af.

      Usuń
  4. Na samo wspomnienie o tej książce się wzdrygam - kompletnie mnie odrzuciła. Wydawała się tak denna i schematyczna, że po prostu nie mogłam przez nią przebrnąć (a próbowałam, naprawdę). Niemniej jednak, cieszę się, że Tobie się podobała.

    Ściskam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Czytanie z Księżycem , Blogger