poniedziałek, 7 listopada 2016

"November 9" Colleen Hoover [przedpremierowo]




TYTUŁ: "November 9"
AUTOR: Colleen Hoover
WYDAWNICTWO: Otwarte
LICZBA STRON: 330
PREMIERA: 9 listopada 2016
MOJA OCENA: 10/10

  Dokładnie wczoraj miałam niesamowitą przyjemność przeczytać książkę "November 9" Colleen Hoover. Może niektórzy z Was już wiedzą, jak bardzo uwielbiam tę autorkę, a jeśli niektórzy nie, to za chwilę się przekonacie, bo ta książka nie była żadnym wyjątkiem w twórczości Hoover - pokochałam ją całym sercem.
  
  Chociaż nie do końca zgadzam się z opisem książki zamieszczonym na okładce - według mnie oddaje całkiem inny zamysł książki - to jak ostatnio weszło tutaj na blogu w zwyczaj, zamieszczam niżej opis wydawcy.

"9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość."


  Tak jak stwierdziłam powyżej, nie myślcie wiele o tym opisie, niestety nie został on dobrze napisany. Dlaczego więc sama nie napiszę opisu książki? Z Colleen Hoover jest tak, że najlepiej o jej książkach nie wiedzieć nic - najlepiej pójść w nie w ślepo. Hoover jest tak nietuzinkową autorką, że nawet próba opisu jej książki i tak nie odda tej niesamowitej koncepcji, jaką kieruje się przy pisaniu swoich powieści. W "Ugly Love" była to czcionka zjeżdżająca na środek strony, gdy Miles był szczęśliwy. W "Maybe Someday" była to playlista do książki. W "November 9" są to niesamowite wiersze głównego bohatera. I tak, muszę teraz podać wam mój ulubiony z nich.


""Kochała mnie" w cudzysłowie
 Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem..."




  Ani trochę nie zdziwiło mnie to, że pokochałam tę książkę całym sercem. Tak, Hoover, znowu mnie masz. Chyba pokocham wszystko, co ona napisze. Za co tak bardzo ją cenię? Za jej zabawę książką. Ona nie pisze tylko książek. Ona wprowadza w nie całą swoją duszę i każda powieść odznacza się pewną nowatorską koncepcją, o której wspominałam powyżej.
   
  Może na początku wydawało mi się, że fabuła książki nie jest zbyt oryginalna. Myślałam, że dostanę powtórkę z "Jeden dzień"(tak przy okazji, ten film jest wspominany w książce). A teraz nie mogę uwierzyć, że chociaż na chwilę zwątpiłam w Hoover. Przeczytałam tę książkę w jeden dzień. Jestem w tak ogromnym szoku, że brakuje mi słów, żeby jakkolwiek opisać "November 9". Po prostu wymienię to, co zawsze u Hoover jest oczywiste: 
  • styl pisania - nienaganny
  • bohaterowie - genialni jak zawsze
  • historia - niesamowita i poruszająca
  • moja miłość do tej książki - ogromna 

  Był humor, były przepiękne cytaty - śmiałam się i płakałam. Był element zaskoczenia, nie wszystko zawsze się pięknie układało. Było idealnie.
 
  Nie wychodzę z zachwytu nad talentem Colleen Hoover. Czy kiedykolwiek napisze złą książkę? Podziwiam ją też za to, że nie bała się uczynić swoją główną bohaterkę oszpeconą. Wiem, że jest to kluczowy element fabuły, ale myślę, że w tych czasach mało autorów jest na tyle odważnych, żeby pozwolić swoim bohaterom być po prostu nieidealnymi. A w tej książce główna bohaterka ma blizny na prawie całej lewej stronie ciała. Bardzo mi się to podobało.
 
  Wspaniale było też móc znowu poczytać trochę o moich ukochanych bohaterach z "Ugly Love", którzy pojawiają się w tej książce.
  Czuję, że dzisiejsza "recenzja" jest bardzo chaotyczna, ale nie potrafię ująć w słowa to, co chcę wam przekazać. To, co musicie wiedzieć to, że styl pisania Hoover jest tak okrutnie uzależniający. Jej historie nie mają w sobie nic z normalności i przeciętności. Jej książki są jedyne w swoim rodzaju, a "November 9" nie jest wyjątkiem. Po prostu kupcie i przeczytajcie tę książkę - warto!

Ktoś z Was już czytał tę książkę? Co sądzicie? :)




10 komentarzy:

  1. Uwielbiam, gdy książka aż tak wciąga. Myślę, że ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bardzo lubię tak wciągające książki :) Pamiętam, jak czytałam ją jeszcze przed premierą po angielsku i nie mogłam się od niej oderwać. Niby nie jest to literatura wysokich lotów, ale Colleen Hoover jest świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie jest to bardzo dobra książka i nie określiłabym ją literaturą "niskich lotów" :D

      Usuń
  3. Jestem juz kolejna osobą, która tak entuzjastycznie podchodzi do tej książki. Nie trudno się dziwić to Hoover, nie raz udowodniła mi, że potrafi zawładnąć emocjami. Wiem na pewno, że chcę przeczytać tę książkę ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz Hoover to ani trochę się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  4. Ja wiem, ze niedługo ja przeczytam :)
    Pozdrawiam,
    Zaczytana Wiedźma
    ZaczytanaWiedźma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę w planach, ale ciągle wyrabiam zaległość. Uwielbiam Hoover, więc mam nadzieję, że podzielę Twój entuzjazm.

    OdpowiedzUsuń
  6. O november 9 słyszałam już wiele dobrego więc chyba czas najwyższy się przekonać
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń