środa, 30 listopada 2016

Czytelnicze podsumowanie listopada




  Wracam do Was po dość długiej przerwie. Koniec listopada oznacza, że czas na comiesięczne podsumowanie. Pomimo tego, że w tym miesiącu nie byłam zbytnio aktywna na blogu, to jestem zadowolona z listopada pod względem czytelniczym. Przeczytałam 7 książek - nie jest to wspaniała liczba, ale jak na moje ostatnie miesiące jest całkiem dobrze.

Co przeczytałam w listopadzie:


1. "Mara Dyer. Tajemnica" Michelle Hodkin 5/10
2. "Królowa Tearlingu" Erika Johansen 8/10 (recenzja)
3. "November 9" Colleen Hoover 10/10 (recenzja)
4. "Inwazja na Tearling" Erika Johansen (tom 2) 10/10
5. "Onyks" Jennifer L. Armentrout (tom 2) 4/10
6. "Promyczek" Kim Holden 8/10
7. "Moje życie obok" Huntley Fitzpatrick 6/10


Najlepsza książka tego miesiąca:


 
  Nie potrafię nawet wytłumaczyć tego, jak bardzo pokochałam "Inwazję na Tearling". Nie ma drugiej takiej, jak ta. Jest idealna pod każdym względem. Nie potrafię powiedzieć o niej ani jednego złego słowa. Będąc dopiero w połowie tej książki już wiedziałam, że stała się jedną z moich absolutnie ulubionych. Nie wiele mam takich książek, które darzę bezgraniczną miłością - mogłabym je wyliczyć na palcach. "Inwazja na Tearling" zdecydowanie należy teraz do mojej grupki wybrańców i nie zamierzam jej nikomu oddawać.


  Nie mogę też oczywiście zapomnieć o "November 9" Colleen Hoover. Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to pewnie już zauważyliście moją niezmierną miłość do tej pani. Jej najnowsza powieść nie była żadnym wyjątkiem i zawładnęła moim sercem całkowicie. Jeśli jeszcze nie czytaliście ani jednej książki tej autorki, zróbcie to jak najszybciej.









Najgorsza książka tego miesiąca:

  Może niektórzy z Was pamiętają, że "Obsydian" był dla mnie najlepszą książką poprzedniego miesiąca. Chociaż dostrzegłam wiele wad w pierwszej części cyklu "Lux", widziałam możliwą poprawę w przyszłych częściach i dlatego książka ogromnie mi się podobała, jako dobry początek serii. Niestety, ale już po pierwszych rozdziałach "Onyksu" wiedziałam, że to nie jest to. Zawiodłaś mnie, Armentrout. Nawet czuję się trochę oszukana. Spodziewałam się, że w tej części będzie więcej akcji, fabuła będzie ciekawsza i bardziej dopracowana. Nic z tych rzeczy. Tak, skończyłam tę książkę i nawet zabrałam się za kolejną część tylko po to, żeby odłożyć ją po pierwszym rozdziale. Niestety nie zamierzam dalej kontynuować tej serii.



Największe zaskoczenie tego miesiąca:

  Do tej pory zawsze pod tym punktem mówiłam Wam o pozytywnych zaskoczeniach. Nie tym razem. "Mara Dyer" okazała się być dla mnie totalną porażką. Ile ja się osłuchałam o tej książce. Ile pochwał ona dostawała. Czy jestem jedyną osobą, której ta książka się nie podobała? Co prawda, do połowy tej książki czułam, że jest to mocna pozycja, ale wyszło z niej coś całkiem innego niż się spodziewałam i dlatego bardzo się zawiodłam na niej. O wszystkim opowiem Wam już niedługo w mojej recenzji, która ukaże się na blogu.






Porzucone książki:
 
  Dobrze jest móc powiedzieć, że w tym miesiącu także porzuciłam tylko jedną książkę, a jest nią już wyżej wspomniana "Opal" Jennifer L. Armentrout. Wiem, że ta seria posiada milion fanów na całym świecie i pewnie dużo osób mnie teraz znienawidzi, ale naprawdę nie dałam rady przebrnąć dalej niż jeden rozdział. Niestety porzucam tę serię całkowicie.










Teraz czytam:

  "Pojedynek" Marie Rutkoski. Właściwie to już kończę tę książkę i mogę od razu powiedzieć, że jest to strzał w dziesiątkę. Wciągnęłam się błyskawicznie. Zaczęłam tę książkę wczoraj i gdybym tylko poświęciła jej odrobinę więcej czasu, którego nie miałam, to znalazła by się w tym podsumowaniu jako jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym miesiącu. Ale wiadomo, najpierw muszę doczytać do ostatniej strony, zanim wystawię jej opinię, bo jeszcze wszystko może się zmienić.






A jaka była Wasza najlepsza książka tego miesiąca? :)

4 komentarze:

  1. Jejku, aż taka dobra jest Inwazja? Kurcze, muszę przyznać, ze mnie zaintrygowałaś. Pierwszy tom czytałam, i o ile z początku mnie irytował, to przy końcu poczułam, ze chcę poznać dalsze losy Buławy i Kelsae (nienawidzę tego imienia, na pewno je źle napisałam -,-) ale tak wiesz... bez pośpiechu, jak się nadarzy okazja. Troszkę się obawiałam kontynuacji, bo nie wiedziałam, czy znów tak długo zajmie mi wkręcenie w tę opowieść. Jednak jeśli dajesz jej 10/10 (zaraz lecę zobaczyć reckę!), to chyba wpiszę ją na listę chciejek od Mikołaja :D

    Jeśli chodzi o Mare Dyer - nie jesteś sama. Też oczytałam się o niej samych pozytywów, a gdy w końcu po nią sięgnęłam, to ledwo dotarłam do końca. A i zajęło mi to nieprzeciętnie dużo czasu -,- Ta książka jest okropna!

    Co do Pojedynku, to... hmmm, skoro ci się podoba, to mam dla ciebie pewną propozycję :P Ale to w mailu napiszę, bo za dużo bym się musiała rozpisywać ;)

    Zaczytanego Grudnia!
    Q.

    Otwórz Drzwi do innego wymiaru ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja Inwazji powinna ukazać się na blogu w przeciągu kilku dni.
      Zaciekawiłaś mnie tą propozycją. Koniecznie napisz o co chodzi :D

      Usuń
  2. Chyba muszę w końcu zaopatrzyć się w "Inwazję na Tearling". Pierwszy tom był świetny i jestem ciekawa, co tam dalej się zadzieje ;)
    "Pojedynek" tez bardzo mi się podobał. Szkoda, że wydawnictwo nie ma zamiaru wydawać trzeciego tomu :/
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli podobała ci się Królowa Tearlingu to koniecznie przeczytaj drugą część, bo jest sto razy lepsza!

      Usuń